Nie lajkuję zdjęć dzieci

Nie lajkuję zdjęć dzieci

Wiem, że czyta mnie wiele blogerek parentingowych, ale moje dzisiejsze pytanie jest skierowane nie tylko do nich. Pewnie część z Was ma dzieci i chwali się nimi na facebooku. Nie ma w tym nic złego, tylko ja mam problem to zrozumieć. Może to dlatego bo sama nie mam dzieci, albo po prostu w głowie mi się poprzewracało, ale nie lajkuję zdjęć dzieci.

Mam to wątpliwe szczęście, że urodziłam się w czasach gdy młodzi rodzice nie mieli dostępu do facebooka i internetu jako takiego. Pewnie tylko dlatego moje kilkumiesięczne nagie fotki widziała tylko najbliższa rodzina. Przynajmniej taką mam nadzieję. Dzisiaj sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana.

Małe dzieci się klikają

Nie da się ukryć, że małe dzieci się klikają i nic w tym dziwnego. Są urocze i mają potencjał viralowy równy zdjęciom szczeniaczków. Ale nie podejrzewam rodziców wrzucających regularnie na swoje tablice fotki rosnących szkrabów o wyrachowanie. Pewnie chcą tylko pokazać znajomym jak rozwija się ich pociecha albo stworzyć rodzaj pamiątki, którą będą mogli oglądać później – taki rodzaj rodzinnego albumu.

Dzieci na widoku publicznym

Wszystko byłoby o wiele prostsze gdyby zdjęcia z wizerunkami dzieci trafiały do znajomych lub znajomych znajomych. Niestety mało kto poświęca czas, aby filtrować dostępność zdjęć na własnej tablicy przynajmniej w tak mało zaawansowanym stopniu. Najczęściej z chwilą publikacji wizerunki małych szkrabów są dostępne dla wszystkich i wcale nie trzeba się naszukać by je znaleźć.

Raz uploadowane zdjęć nie da się już od uploadowawać. Nawet jeśli skasujemy je ze swoich profili to zawsze zostaną, gdzieś tam w czeluściach internetu czekając na wygrzebanie i użycie do celów o których dowiemy się już po fakcie.

Nie lajkuję zdjęć dzieci

Jak w przypadku użycia przez pewną nianię zdjęcia losowo wybranego dziecka do swoich własnych celów nie pytając o zdanie jego rodziców. Może nic się nie stanie, a może twarz naszej pociechy stanie się memem z którego będzie śmiać się nie tylko grupa w przedszkolu, ale cała polskojęzyczna część Europy. Możliwości jest wiele, ale zdjęć dzieci w sieci więcej, więc wizerunku Twojej pociechy prawdopodobnie nikt nie ukradnie.

Prawo do rozporządzania wizerunkiem dziecka mają jego rodzice i z niego korzystają. Nie mam zamiaru im tego zabraniać. W końcu imion też sobie sami nie wybieramy, a o tym jak bardzo trudno jest zmienić tę nadaną nam przy urodzinach łatkę, przekonał się ten kto kiedykolwiek próbował. Ja tylko się cieszę, że nikt nie odmówił mi zamieszczenia swojego pierwszego zdjęcia na facebooku i kontroli nad tym co o mnie się tam pojawia.

Nie znam się, to się wypowiem

Jak już pisałam nie znam emocji towarzyszących młodym rodzicom witającym na świecie swoją córkę lub syna, dlatego liczę na to, że pomożecie mi zrozumieć ten fenomen.

Jeżeli jeszcze tego nie widzieliście to zapraszam na moją graficzną recenzję Doctora Strange.

Zdjęcia:

Joey Kyber,  Puk Khantho