Doctor Strange – Marvel i teoria wieloświatów

Doctor Strange - Marvel i teoria wieloświatów

Najnowszy film z uniwersum Marvela jest poświęcony tylko jednej postaci: doktorowi Stephenowi Vincentowi Strange, którego poznajemy od bardzo aroganckiej strony. To jego największa skaza, która napędza fabułę w pierwszej części filmu.

Doctor Strange jest neurochirurgiem wybierającym tylko trudne, ale rokujące przypadki. Ponieważ równie mocno jak o swoich pacjentów, dba o statystykę przeżywalności. Taka postawa nie zaskarbia mu sympatii widzów, ale sprawia, że konstrukcja bohatera jest spójna i wiarygodna.

Doctor Strange jest dupkiem

Jego negatywne cechy są tak przejaskrawione we wstępie, że po kilku minutach mamy dość tej jego ironicznie uśmiechniętej gęby. Całe szczęście w rzeczywistości nie ma ludzi, którym wychodzi wszystko, a oni idą przez życie pokazując środkowy palec reszcie świata, której nie idzie tak dobrze. Bo nie ma, czyż nie?

Kiedy główny bohater grany przez Benedicta Cumberbatcha ulega wypadkowi samochodowemu można poczuć ulgę, ponieważ oznacza to, że w tej fikcji istnieje jakaś elementarna sprawiedliwość. Jego ręce zostają zmiażdżone. Od tej chwili człowiek, który wszędzie zaznacza, że jest doktorem nie może wykonywać swojego zawodu. Traci cały swój majątek na kolejne operacje, które mają przywrócić mu władzę w dłoniach, ale mimo tego ciągle nie jest w stanie utrzymać skalpela.

Tak trafia do Tybetu szukając wschodniego mistrza, który naprawi jego palce. Ponieważ mimo tak wielu przejść uprzejmość i cierpliwość nadal nie jest jego mocną stroną szybko zostaje wyrzucony na bruk, a drzwi za nim zostają zatrzaśnięte. Trudno powiedzieć, co bardziej zmusiło go do zostania w tym miejscu determinacja, by wyzdrowieć czy brak pieniędzy na bilet powrotny.

Doctor Strange - Marvel i teoria wieloświatów

Jak łatwo można się domyślić w końcu zostaje przyjęty i rozpoczyna naukę. Bo okazuje się, że poza nim samym nikt nie jest w stanie przywrócić mu pełnej władzy w dłoniach. Wizja rzeczywistości w tym filmie Marvela jest oparta na teorii wieloświatów, w bardzo dużym skrócie, mówiącej o tym, że istnieje wiele światów równoległych do naszego. A zakon do którego dołącza Strange potrafi się pomiędzy nimi przemieszczać.

Fabuła opiera się na starej jak świat walce dobra ze złem w którą zostaje wplątany Strange. Od prostej osobistej historii przechodzimy do wielkich stawek, które gdzie indziej wyglądałby absurdalnie, ale to Marvel więc wiemy czego się spodziewać.

Po przemianie głównego bohatera nawet go polubiłam i byłam w stanie zrozumieć decyzje, które podejmował. Miejscami ten film był naprawdę zabawny mimo tej całej epickiej otoczki. Warto go zobaczyć jeśli jesteście fanami komiksów i lubicie efekty specjalne jest ich tutaj tyle, że nie umiem oprzeć się wrażeniu, że cały ten film kręcili na green screen.

Widzieliście już Doctora Strange czy nie macie go w planach?

Jeżeli szukacie ciekawego filmu do obejrzenia to koniecznie sprawdźcie moje kulturalne odkrycia.