Anty-planowanie, czyli jak być w miarę ogarniętym

WP_20151026_001

 

Jeśli przeraża Was wizja życia zaplanowanego co do godziny, a jednocześnie chcecie wiedzieć, że nie stoicie w miejscu, to zapraszam. Dzisiaj artykuł o tym jak się ogarnąć i nie zatonąć w morzu list i samoprzylepnych krateczek.

Czas planuje się sam

Zawsze chciałam być dobrze zorganizowana, dlatego już podstawówce miałam kalendarz i starałam się zapisywać w nim wszystko o czym powinnam pamiętać. Czasami to pomagało, czasami nie, ale jeśli mieliście w swojej klasie koleżankę, która już wtedy przypominała przyszłą księgową to wiecie jak wyglądałam. Byłam po prostu strasznie zapominalska, a w miarę dorastania chciałam zacząć panować nad swoim czasem, więc testowałam kalendarze, planery, listy, karteczki, rozpisywałam dni na godziny i nigdy nie byłam tak sfrustrowana. Punktów było tak dużo, że najczęściej nie realizowałam prawie nic. Przestałam zaglądać do swojego kalendarza, starając się zawalić jak najmniej i nie mogłam pozbyć się uczucia, że się nie rozwijam.

WP_20151026_023

Najtrudniej było mi pogodzić się z tym, że doba ma tylko 24 godziny i nie zrobię wszystkiego w jeden dzień. Do teraz zdarza mi się próbować upchnąć w jeden dzień, zadanie, na którego realizację tak naprawdę potrzebuję trzech. Zupełnie inną kwestią jest odpoczywanie i to, że ten czas lepiej zaplanować. Jeśli zdarzają Wam się dni, gdy do niczego nie jesteście w stanie się zmotywować i żaden plan nie pomaga to sprawdźcie, kiedy ostatnio odpoczywaliście (spanie się nie liczy, chyba że to poobiednia drzemka).

Planowanie od końca

Z czasem wypracowałam swój system, który w największym skrócie wygląda tak: do kalendarza wpisuję tylko deadline’y i zajęcia z wyznaczoną godziną. Poza tym mam listę rzeczy, które muszę zrobić w danym tygodniu i listę z celami „strategicznym”, bo łatwo zapomnieć po co właściwie robi się to wszystko.

A teraz największy lifehack, który sprawił że chciałam Wam o tym napisać. Większość rzeczy, które zrealizowałam danego dnia pojawiają się w moim kalendarzu dopiero, gdy już je zrobię. Zapisuję to dla własnej satysfakcji. Kiedy nachodzi mnie myśl, że właściwie nic dzisiaj nic nie zrobiłam, jestem w stanie sprawdzić, czy tylko mi się tak wydaje. Często dopiero wieczorem zapełniam kartkę w kalendarza i kładę się ze świadomością, że to był udany dzień.

Spróbujcie może okaże się, że jesteście bardziej efektywni niż myśleliście.

WP_20151026_019

 

  • Ania

    Robię podobnie – dopisuję to co zrobiłam (nawet gdy nie miałam tego zaplanowanego w danym dniu). Satysfakcja jest 😉 Poza tym, czasami informacja o tym, kiedy coś zrobiliśmy jest bardzo pomocna.

  • Dola

    ja ostatnio nie mam czasu na zapisywanie czegokolwiek 😉

  • Harry Lee | Blog

    Mój planer niedawno poszedł w odstawkę, razem z produktywnością. Zanim zacząłem planować nie miałem pojęcia jak bardzo taki „zwykły kalendarz” może pomóc.

  • Ja również jestem zapominalska i muszę wszystko zapisywać. Choć nadal umyka mi wiele spraw, staram się nad tym zapanować. Dobry patent z zapisywaniem tego co sie już zrobiło- muszę spróbować 🙂

  • Moderna

    Mam bardzo podobnie. Zapisuję większość rzeczy, dopiero kiedy je zrealizuję. To mnie bardziej motywuje do dalszego działania.

  • Tak planowane….planuje i planuje zawsze, bo zapominam tak po prostu, po ludzku ale nie pomyślałam że można przecież zapisywać to co się zrobiło, wtedy widzi się jakiś progres.

  • Ciekawe podejście, ja jeżeli już zapisuję to rzeczy do zrobienia nie zrobione – może to mój błąd.

  • Joanna Gliniecka

    zapisywanie tego, co zrobiłam to dla mnie przewrót kopernikański 😉 Nie praktykowałam. Może spróbuję?

    • Wtedy wiadomo gdzie ten czas ucieka 🙂

  • Ja mam póki co zbyt wiele kalendarzy i notesów 🙂

    • najgorsze są te ładne, nic nie jest wystarczająco ważne, żeby skazić te kartki 🙂

  • Jolanta Jabłońska

    Lista z celami strategicznymi to bardzo dobry pomysł.!!!! Ja pisze zwykle przed, żeby pamiętać ginę kiedy nie otworze kalendarza, za dużo tego, w kalendarzu można poukładać co do minuty, dlatego po 15 spóźniam się bardziej niż rano 😉 po przeczytaniu twojego artykułu postanowiłam pisać ołówkiem i death line wpisywać długopisem 🙂 Dziekuję 🙂

    • Trzeba trochę poeksperymentować, ale warto. Dobrze wiedzieć, że panuje się nad własnym czasem chociaż trochę 🙂

  • fotoszepty

    niestety jestem chaotyczna w pewnych dziedzinach życia :/
    próbuję z tym walczyć, kupując rok w rok w okolicach grudnia kalendarz, który skrzętnie zapełniam notatkami mniej więcej do lutego, po czym ląduję gdzieś w odmętach szuflady. piszę też karteluchy wieczorem z planem na jutro lub kilka następnych dni. z Twoich wskazówek chętnie skorzystam 🙂

  • Spełniona Optymistka

    Wiecznie coś zawalałam i narzekałam na brak czasu. Zaczęłam planować dzień i zapisywać sobie co mam do zrobienia. Dzięki temu mam mnóstwo wolnego czasu na przyjemności. Nie praktykowałam jeszcze tego dopisywania rzeczy zrobionych, a nie zaplanowanych, ale myślę, że to fajna sprawa. O tym, jak zapanować nad odkładaniem wszystkiego na później napisałam u siebie. Pozdrawiam 🙂

  • Też mam taki sposób, że część zadań wpisuję do kalendarza po ich zrealizowaniu dla własnego zadowolenia:)

  • Przewrotna myśl 😉

  • Ja najczęściej planuję rzeczy, które mam do zrobienia danego dnia. Na początku oczywiście są te najważniejsze, czyli deadline’y a potem mniej ważne sprawy. No chyba, że wiem, co zajmie mi mniej czasu i będę mógł to ogarnąć wcześniej i to dużo szybciej.

  • Bardzo dobre podejście z tym zapisywanie post factum 🙂 Zamiast porażek są sukcesy 🙂

  • Może ten sposób sprawdzi się i u mnie? Do tej pory wpisywałam rzeczy do zrobienia, rzadko udawało mi się wszystko zrealizować i tym sposobem kalendarz bywał tylko powodem frustracji. Pora na zmianę nawyków 🙂

  • Pingback: Alexis Mabille Haute Couture F/W 2015/2016 - The Odd Shoes()

  • justa

    what is planning, precious?

  • Pingback: Czym zastąpić kawę - poradnik wampira - The Odd Shoes()

  • Pingback: Trzy sposoby na przełamanie chorego perfekcjonizmu - The Odd Shoes()

  • Pingback: Awaryjne planowanie - The Odd Shoes()

  • www.kasiaekiert.pl

    Myślę, że zasada zaczynaj od końca – jest czymś co powinnam wprowadzić – może już na ten miesiąc 😉

  • Planować zawsze warto 🙂

  • Ostatnimi czasy jestem totalnie anty-planowanie 😀 Więc tytuł mnie bardzo zaintrygował. Ten rok mi upłynął podobnie jak to opisałaś, byłam zalana karteczkami, listami, „must-do”, a moja frustracja rosła z każdym dniem, tygodniem i miesiącem. Ostatecznie nie udało mi się zrealizować praktycznie nic z tego co sobie zaplanowałam na 2016 r. Trochę ogarnęłam tu, trochę tam, a koniec końców nic na 100%. Dlatego moim nowym postanowieniem jest to, żeby nie robić postanowień i po prostu być szczęśliwą 🙂 Pozdrawiam i Szczęśliwego Nowego Roku!

  • My Home Rules

    Ja też wpisuję deadline’y. Nie potrafię planować co do minuty, wolę wiedzieć do kiedy mam czas na zrobienie czegoś.