Stephane Rolland Couture

 

Kolekcja Stephane Rolland z 2012 roku jest konstrukcyjnym majstersztykiem. Nie sądziłam, że jedwab, krepę i organzę można budować tak warstwowo. Nawet strusie pióra wyglądają tutaj świetnie i nie mają nic wspólnego z burleską.

Stephane wykorzystał dwie kontrastujące koncepcje: część sukienek jest zwiewna i lejąca, a druga dopasowana i sztywna. Łączą je warstwowe zdobienia zakrywające czasami prawie cały przód. Podoba mi się ich mięsistość i trójwymiarowość, pięknie załamują światło.

Poniżej widzicie zestaw, który przysparza mi trochę kłopotów z klasyfikacją, bo bardziej przypomina garnitur z trenem niż sukienkę. Wygląda ciekawie, ale też strasznie niewygodnie, nie wyobrażam sobie zrobienia w niej większego kroku. Kolorystyka całej kolekcji to głównie rożne odcienie bieli, od czystej i chłodnej po ciepłą, kość słoniową (to ostatnio mój ulubiony odcień tego koloru), pojawia się także czerń i czerwień. Złote aplikacje i paski ożywiają te dość monochromatyczne zestawy.

Ciekawą historią są dodatki, bo przy takiej ilości zdobień, nie ma już miejsca na konwencjonalną biżuterię. Jej funkcje w pełni przejęły złote obręcze w pasach modelek, zdobienia na sukienkach i platformach. Wszystko wyglądałoby bardzo sztywno gdyby nie czteropalczaste rękawiczki, które świetnie pokazują co leży u podstaw tej kolekcji – to klasyka, która została zreinterpretowana, trochę pocięta i podniesiona do kwadratu.

Stephane Rolland

Stephane Rolland

Nie wiem jakim cudem to się trzyma:

Stephane Rolland

Źródła:

http://www.weddinginspirasi.com/2012/02/08/stephane-rolland-spring-2012-couture/